PolskiEnglishGermanFrench
Czwartek, 21 Września, 2017 roku|do końca roku zostało 102 dni
Imieniny obchodzą: Bożeciech, Bożydar, Hipolit, Hipolita, Ifigenia, Jonasz, Laurenty, Mateusz, Mira,
Dołącz do nas na Facebook'u
Czy wiesz, że...
"...heraldyka to nauka pomocnicza historii badająca początki, rozwój, znaczenie prawne oraz kształtowanie plastyczne herbów."
Polecamy
Windy schodowe - krzesła schodowe, platformy schodowe - urządzenia dla osób starszych i niepełnosprawnych
Ogrody wspomnień
W polskim serwisie internetowym OgrodyWspomnień można zamieszczać wspomnienia
i budować drzewo genealogiczne rodziny.

Ścieżki krasnostawskiego heraldyka ks. Niesieckiego

Data 17/06/2009 16:54  Autor deSpool  Kliknięć 3020  Język Polski
Marek Szymaniak zaprasza w reportażową podróż ścieżkami życia i twórczości krasnostawskiego jezuity, heraldyka twórcy "Herbarza Korony Polski" - ks. Kacpra Niesieckiego.

Herbarza Korony Polski - ks. Kacpra Niesieckiego- Idźcie w pokoju Chrystusa – zabrzmiał niewyraźny głośnik przywieszony na kościele. Nieliczna grupka wiernych zgromadzonych na dworze przed świątynią uklękła. W melodii pieśni śpiewanej przez organistę, pierwsi wierni przy kościelnych drzwiach po krótkiej modlitwie ukradkiem wychodzili. Inni na świeżym powietrzu, cieszący się pierwszym wiosennym dniem o dziwo już w lutym, opuścili plac już swobodnie szepcząc czy rozmawiając. Rozległ się potężny dźwięk bijących dzwonów, plac zapełnił się ludźmi. Jedni, nerwowo spoglądając na zegarki - śpieszyli się na autobus. Drudzy - w spokoju rozmawiali to o zdrowiu, mszy świętej i obiedzie, na który wzajemnie się zapraszali.

Cierpliwie czekałem, plac tętnił życiem. Wierni powolnym prądem wychodzili do bramy, opływając mnie jak nurt rzeki olewa samotną wyspę. Pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy. Krok z nadzieją w nową przygodę. Tłum napierał i nie sposób było przedostać się w głąb, do kościoła. Z którego wszyscy nagle chcieli wyjść za wszelką cenę, jakby wewnątrz brakowało powietrza albo jakby coś, co zostawiają za plecami budziło w nich wielką grozę i strach. Mocno bark w bark prę do przodu, bez chwili zwątpienia i namysłu. W końcu udaje się, przekraczam próg kościoła pod wezwaniem św. Franciszka Ksawerego w Krasnymstawie. Przystaje na krótką modlitwę. Twarda wysłużona posadzka jest ubita i lekko wklęsła, jakby od ciężaru błagań i próśb. Składanych tu przed ołtarzem przez wieki. Drewniane ławki, jak milczący świadkowie wszystkich ludzkich łez, zmartwień i radości, cierpień i chorób wreszcie narodzin i śmierci. W takich miejscach zawsze prosimy Boga. On milczy, od zawsze i na zawsze, tak jakby słuchał, a może wstydził się tego świata, jaki stworzył. Bo wieczność to za mało by stworzyć ideał, a biblijne siedem dni? Może przez to, że stwórca tak się śpieszył świat jest taki niedoskonały, piękny i zarazem okropny.

W poszukiwaniu śladów księdza Kaspra

Podchodzę do młodego księdza w długiej czarnej sutannie. Pytam o księdza proboszcza Kapicę. Tylko on (jak sądzę) ma dosyć wiedzy o Krasnymstawie, by mógł pomóc mi w poznaniu historii życia księdza Kaspra Niesieckiego. Uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony duchowny wskazuje budynek naprzeciwko i dodaje, że proboszcz właśnie udał się na plebanię. Oglądam się i rzeczywiście, pośród zgromadzonego tłumu dostrzegam postać zmierzającą ku schodom betonowego budynku. Dziękuje za informację i biegnę przez kamienny plac.

Księdza dziekana Henryka Kapicę doganiam w progu. Przedstawiam się i mówię, w jakiej sprawie przychodzę. Poruszony ksiądz zaprasza mnie do środka. Wita mnie duży hol wyścielony dywanem, fotele i drewniane schody, którymi na górę już wchodzi ksiądz proboszcz. Na moją zdziwioną minę odpowiada, że zaraz wróci i mi pomoże, przyniesie także wydruk wygłaszanego niegdyś kazania o księdzu Niesieckim. Kapica mówi mi o Jezuicie przez wspomniane wcześniej kazanie, które było czcią złożoną ku jego pamięci. W 260. rocznicę śmierci wybitnego syna ziemi Krasnostawskiej i poświęcenia pamiątkowej tablicy w muzeum. Pytam o osobę, która mogłaby powiedzieć mi więcej, która dysponuje obszerniejszą wiedzą i przybliży mi życie Jezuity. Pada jedno nazwisko, lokalny historyk i nauczyciel miejscowego liceum - Marek Nowosadzki.

Co wie nauczyciel Nowosadzki?


Zadzwonił dzwonek, drzwi kilku klas otworzyły się z hukiem. Korytarz, II Liceum Ogólnokształcącego im. Cypriana Kamila Norwida w Krasnymstawie, zapełnił się młodzieżą. Jedni powoli przemieszczali się w kierunku innej pracowni, inni dynamicznie pędzą do wyjścia. Całemu zamieszaniu towarzyszy dźwięk rozmów, śmiechów, otwieranych napoi, konsumowanych kanapek w szeleszczących plastikowych woreczkach, od których narożny śmietnik będzie za chwilę pełny. Jeden wielki chaos, na moje szczęście kończy go ponownie wołający dzwonek, tym razem jednak na powrót nauczyciela historii. Miedzy filarami widzę młodocianą park w namiętnym uścisku i nieustannych pocałunkach, to zapewne namacalny efekt wczorajszych Walentynek. W końcu zaczepiam chłopca z gąbką w dłoni. Pytam o pokój nauczycielski i poszukiwanego Nowosadzkiego. Chłopak wskazuje mi drogę. Pomieszczenie okazuje się puste, a zapytana o historyka woźna mówi, że już go dziś nie zastanę. Ścieżka moich poszukiwań zostaje pierwszy raz załamana.

W książce telefonicznej, znajduję numer. Dzwonie i okazuje się, że wybierany numer, pod którym zgłasza się przyjemny i uprzejmy głos, należy do matki nauczyciela. Ta jednak, na moje szczęście, udostępnia obecny numer, pod którym dostępny jest poszukiwany przeze mnie nauczyciel. Dzwonię i umawiam się na rozmowę w niedzielę, przed południem.

Dom Marka Nowosadzkiego znajduje się przy jednej z wyjazdowych ulic miasta. Wąska ulica z dużym natężeniem ruchu. Początkowo nie mogę znaleźć miejsca do zaparkowania samochodu. Po chwili odnajduję zatoczkę w której pozostawiam czerwonego fiata Sienę i już pieszo odnajduję budynek. Jest nim wysoki dwupiętrowy dom, za którym znajdują się już tylko błonie i boiska piłkarskie.

Naciskam dzwonek, drzwi otwiera sam gospodarz. Wchodzę do środka, zostaję zaproszony do pokoju na piętrze. Po krętych, stromych drewnianych schodach wchodzimy do pracowni. Usiadamy w wygodnych fotelach.

Szlacheckie pochodzenie jezuity?

Ksiądz Kasper Niesiecki – zaczął historyk – wyrodził się 31 grudnia 1682 r. w Wielkopolsce, dokładniej miejscowości badaczom nie udało się nigdy ustalić, choć pewne źródła wskazują na miejscowość Niesięcin w pobliżu Łodzi. Autor herbarzu najprawdopodobniej pochodził z rodziny mieszczańskiej, choć i tu do końca nie mam jasności. Bowiem są źródła podające szlacheckie urodzenie jezuity. On sam jednak swoją rodzinę w "Koronie Polskiej" pominął. Być może ze względu na zakonną skromność, a być może na szczególną uwagę przywiązywaną do prawdy i rzetelności swojego dzieła, w którym umieszczał, rzeczywiście tylko pewne i potwierdzone rody szlacheckie. Pewne jest, że nie zachował się do dziś absolutnie żaden wizerunek autora herbarza, a znana z XIX wieku ryciny podobizna jest z całą pewnością tylko imaginacją jej autora.

Jako 17-letni młodzieniec, we wrześniu 1699 r., wstąpił do zakonu jezuitów w Krakowie. Dwa lata później złożył pierwsze śluby zakonne, a w 1710 przyjął święcenia kapłańskie. W tym czasie uczył się filozofii w Lublinie, gdzie zdobył stopień magistra i trudnił się pracą nauczyciela między innymi w Krośnie. Studia teologiczne ukończone w Krakowie dały mu tytuł profesora retoryki i poetyki. W 1712 r. zakończył edukację i zajął się pracą nauczyciela. Prowadził kolegium Bydgoskie, uczył matematyki i etyki w Kaliszu. Jak się szybko okazało Kasper Niesiecki nie był stworzony do pełnienia funkcji nauczyciela. Jego prawdziwą pasją stała się historia, której poświęcał się bez reszty. Od 1715 r. jego głównym zajęciem było kaznodziejstwo, które było jego drugim talentem, specjalnością według Towarzystwa Jezuickiego. Pełniąc posługę księdza, Niesiecki bardzo często zmieniał miejsce pobytu. Przez blisko 10 lat pełnił kapłańską posługę we Lwowie, Kaliszu, Lublinie, Krakowie aż w końcu w 1724 r. trafił do Krasnegostawu, gdzie pozostał do śmierci w 1744 r. Tu powierzono mu funkcję regensa seminarium i prefekta kościoła, był także profesorem teologii moralnej. Od 1727 r., ze względu na pracę nad herbarzem został tylko duszpasterzem i zarządcą kościoła. Liczne podróże tłumaczone są dziś, jako formę organizacji Towarzystwa Jezusowego, które długo szukało dla Niesieckiego dobrego miejsca, a także umożliwiało gromadzenie materiałów do pracy nad herbarzem Korony Polskiej. Ową księgę jezuita spisał dopiero w Krasnymstawie.

Dzieło życia jezuickiego historyka


"Korona Polska" była bez wątpienia dziełem życia Niesieckiego. Pochłaniało ono bez reszty zakonnika, który poświęcał się wyłącznie pracy pisarskiej. Wiadomości zawarte w jego obszernych księgach były, jak na tamte czasy, czymś niespotykanym i wyjątkowym. Materiały, jak podejrzewają historycy, Kasper Niesiecki zbierał już podczas swoich „wędrówek”, osiadając w Krasnymstawie musiałby być już perfekcyjnie przygotowany do spisania tego nietuzinkowego dzieła. Korzystał z zasobów bibliotek Towarzystwa Jezuickiego z Kronik Jana Długosza, Marcina Kromera czy Bartłomieja Paprockiego. Swoje księgi wzbogacił też o informacje pochodzące z akt sądowych i dokumentów wielu rodów szlacheckich. Jego praca była bardzo wymagająca nie mógł, bowiem ulegać wpływom szlachty, opierał się tylko na dokumentach i prawnych i potwierdzonych historycznie faktach.

Jeśli chodzi zaś o same księgi, to charakteryzowała je rzetelność na najwyższym europejskim poziomie. Dlatego m.in. Kaspra Niesieckiego należy traktować na równi z największymi twórcami zajmującymi się historią w ówczesnym oświeconym świecie.

Korona Polska to czterotomowe dzieło, drukowane techniką drzeworytniczą we Lwowie. Dotychczas nie udało się ustalić wysokości początkowego nakładu, do dziś zachowało się jedynie niewiele ponad stu egzemplarzy. Dzieło wzbogacone o niezwykle cenne listy dedykacyjne, aprobację władz kościelnych, czy wstęp autora „Przestroga i Protestacje”, w których zaznaczone są cele powstania herbarzu. Większość istniejących egzemplarzy ma skórzaną oprawę.

Pierwszy tom wydany w 1728 roku zawierał wywody rodów genealogicznych rodzin szlacheckich w układzie alfabetycznym (litery A – C). Księga zawierała także, wizerunek i opisy herbów państwowych i wojewódzkich, spisy królów, wielkich książąt litewskich oraz marszałków sejmu i trybunałów.

Dodać należy, że druk pierwszego domu został opóźniony przez zainteresowaną herbarzem Mariannę z Potockich Tarłową, wojewodzinę. Zaoferowała ona bardzo poważną sumę 100 ty. złotych polskich za przetłumaczenie księgi na język polski. Kasper Niesiecki gotowy do druku tom musiał więc w pewnym sensie tworzyć swoje dzieło od nowa. Czy Jezuita zrobił dobrze, trudno dziś rozsądzić? Z jednej strony z tak dużą materialną pomocą mógł spokojnie pracować nad resztą "Korony Polskiej", w ojczystym języku była ona także bardziej dostępna dla jego rodaków. Gdyby jednak dzieło ukazało się po łacinie, być może wzbudziłoby zachwyt także w całej Europie, tak jak było to w Polsce.

Drugi tom poprzedzany podziękowaniami do protektorki zostaje wydany w 10 lat po pierwszym. W księdze tej da się zauważyć lekko subiektywne ukazanie rodu Potockich, jednak kwestia ta nie zmienia faktu, że praca Niesieckiego jest wzorem rzetelności i uczciwości.

Tom trzeci herbarzu ukazał się w 1740 r., a ostatni przed śmiercią tom czwarty w 1743 r. Cała "Korona Polska" miała zawierać pięć tomów, jednak wczesna śmierć Jezuity uniemożliwiła dokończenie życiowego dzieła. Planowana ostatnia księga miała zawierać biografie królów polskich, książąt litewskich, ruskich, pomorskich, Mazowieckich oraz wielkich mistrzów krzyżackich. Po śmierci zakonnika dzieło dokończył inny jezuita Stanisław Czapliński, jednak nie udało mu się do prowadzić do wydrukowania i tym samym dopełnienie działa. Warto podkreślić charakter dzieła i fakt, że herbarz Niesieckiego traktuje z dużym krytycyzmem rodziny szlacheckie, mające w okresie sarmatyzmu bardzo wybujałe opowieści o swoich dokonaniach. Jezuita rezygnuje, unika legend i bajek, pisze prawdę opartą na twardych faktach i dokumentach.

Apetyt na informacje o Niesieckim

Tajemnica życia i dzieła Kaspra Niesieckiego wyciągnęła mnie bez reszty. Godzina mija niespodziewanie szybko. Mnogość informacji rozpaliły apetyt na więcej, jednak by dowiedzieć się więcej musiałem szukać dalej.

Krasnostawskie muzeum wita mnie rusztowaniami i ogromną liczbą wszędobylskich robotników. Na dziedziniec dawnego klasztoru jezuitów, dziś budynku muzeum, dostaję się pod rusztowaniem, po długiej cienkiej desce, niczym moście ratującym buty przed zanurzeniem w błocie. Czy ktokolwiek przewidziałby, że aby wejść do muzeum najlepiej zabrać ze sobą gumofilce? Po pokonaniu przeszkody w postaci błota, ruszam, świeżo ułożono kostką brukową, wprost do ogromnych drewnianych drzwi muzeum.

W środku panuje cisza, wszystko pokryte jest kurzem. Wszechobecny jest remont. Woźna kieruje mnie do gabinetu dyrektora. Za drzwiami zastaję przy wspaniałym, potężnym, drewnianym biurku Władysława Fedorowicza. Z wyraźnym zadowoleniem, sympatią i zaskoczeniem uzupełnił moją wiedzę dotyczącą Kaspra Niesieckiego.

Tworząc swoje dzieło Jezuita musiał zdawać sobie sprawę, jak wrażliwą kwestię porusza. Publikacja opiera się na faktach nie zaś na legendach czy wymyślonych bajkach musiała uderzyć w dumę wielu rodów, które uważały się za szlacheckie, a w dziele Niesieckiego zostały pominięte. Po ukazaniu się dzieła w wielu grodach całej Polski pojawiły się liczne protesty skierowane przeciw zakonnikowi i jego herbarzowi. Najbardziej protestowali ci, który zmyślonymi dokonaniami starali się ukryć słabość i marnotę. Ta część rodów została uderzona w samo serce.

Choć celem Kaspra Niesieckiego nie była z pewnością niczyja krzywda niektóre rodziny szlacheckie pominięte w księgach doszukiwały się sprawiedliwości nawet w Watykanie. Na szczęście nieskutecznie.

Dzieło przerosło heraldyka

Emocje szlachty sięgnęły zenitu, gdy w 1743 r. grupa ubogiej szlachty wołyńskiej, o dziwni wraz z wojewodą Potockim, starostą Krasnostawskim i dobrodziejem klasztoru, obrzuciła kamieniami budynek kolegium Jezuickiego, wybijając w nim wszystkie szyby. Sam Niesiecki bardzo osobiście przeżył te chuligańskie ekscesy. Wielu historyków uważa, że stres związany z tymi wydarzeniami, pogrążył go w chorobie i doprowadził do przedwczesnej śmierci 9 maja 1744 roku w Krasnymstawie.

Krasnostawski heraldyk jest ofiarą swojego wybitnego dzieła, które przerosło jego otoczenie. Oddał życie za prawdę i sprawę słuszną, za którą dziś jest ceniony, jako największy z Polskich kronikarzy. Odnalezienie grobu Kaspra Niesieckiego jest dziś - niestety - niemożliwe. Wiadomo, że został on pochowany w Krasnymstawie w kościele jezuitów. Niestety, 21 maja 1849 r. – wydarzyła się katastrofa budowlana, mianowicie rotunda wewnątrz kościoła zapadła się zawalając podłogę i znajdujące się w kościele groby. Odbudowując kościół zamurowano wszystkie mogiły razem, tworząc fundament pod kościół. W ten sposób dzisiejsza budowa świątyni ma w swoich fundamentach metafizyczne podparcie swoich przodków.

Na uznanie prawdziwej wartości herbarzu przyszło czekać do XIX wieku. W nowym wydaniu 1839-45 r. Jana Bobrowicza pt. "Herbarz Polski Kaspra Niesieckiego". Dzięki temu wydaniu działo pozostaje w szerokim obiegu. Warto też wspomnieć o uznaniu herbarza przez zaborców, którzy tylko na podstawie wywodów z ksiąg Niesieckiego oceniali, czy starająca się o nobilitację rodzina ma szlacheckie korzenie.

Pamięć i szacunek po tak wybitnym człowieku pozostanie. Zaznaczę, że mieszkańcy miasta już wcześniej uczcili swojego wybitnego mieszkańca przez nazwanie jego nazwiskiem jednej z ulic oraz poprzez wstawienie pamiątkowej tablicy w bibliotece przy byłym kolegium jezuickim.

- Po samym jezuicie nie zachowało się nic – mówi dyrektor – żył zbyt dawno by cokolwiek mogło pozostać i przetrwać i wspomnianą katastrofę, okupację i dwie wojny światowe. Dziś pozostaje nam świadectwo w postaci ksiąg i pamięci człowieka, z którego Krasnystaw może być dumny.

***
Od Autora. Reportaż powstał przed rokiem. 

Komentarze Komentarze

Brak komentarzy.
© 2002-2013 Projekt: V.illusion Karol Wiszniewski - www.v-illusion.com dla Pracownia.com - Wszelkie Prawa zastrzeżone.
Released under the GNU/GPL License by MemHT Portal


© Powielanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie wzorów herbów oraz grafik do celów reklamowych i handlowych
bez zgody autora jest naruszeniem prawa i będzie ścigane. Wszelkie autorskie materiały graficzne, teksty
oraz artykuły opublikowane w serwisie "Herby - Pracownia Artystyczna" można kopiować i udostępniać jedynie za zgodą autora.
Podst. prawna: Ustawa "O prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Ust. z dn. 04.02.1994r, DZ. U. z 2000, nr 80, poz. 904.)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.