Najlepszy polski skoczek narciarski otrzymał od kibiców miły prezent urodzinowy. Bardzo miły! Jaki? Otóż pewien niemiecki (!) fanklub naszego Orła wpadł na pomysł, aby ufundować mu... herb szlachecki! Prace nad projektem trwały rok. Całość przygotował heraldyk z Przemyśla - Andrzej Brzezina Winiarski. „Herb Małysz” autorstwa Andrzeja Brzeziny Winiarskiego zamieszczony w „Novej Heraldii”
Walka z wypaczeniami, kiczem i tandetą w heraldyce powinna stać się priorytetem i obowiązkiem wszystkich ludzi zajmujących się heraldyką zawodowo i amatorsko. Nie powinno dopuszczać się do rozpowszechniania pewnych negatywnych standardów szerzonych przez pseudo heraldyczne pracownie i wytwórców herbów nie znających choćby podstaw rysunku i kolorystyki heraldycznej. Niestety, coraz częściej w Internecie, i nie tylko, tani kicz zwycięża nad drogą sztuką. Przykładem niech będzie herb Małysz.
Nie ma nic dziwnego w tym, że Adam Małysz awansuje na "wielkiego bohatera narodowego". Pięknie skacze, jest w czołówce skoczków i pokazuje, że Polak potrafi jak tylko mu się chce. Zwieńczeniem jego kariery obok tytułów, pucharów, medali i rekordów jest ufundowany prze wiernych kibiców herbu, taaakiego herbu... własnego podobno.
Nie pokuszę się o blazowanie owego czegoś, gdyż musiałbym zastanowić się nad tym czym to jest i czy aby w ogóle jest to herb. Zatem zwykły opis, który mam nadzieję dotrze do ogółu to czytających a zacznę od orła. Orzeł na tarczy od Piasta, może ze Śląska lub Mazowsza zapożyczony jest. Z godłem Polski wszak ma być kojarzony i nie ważne z jakim. Polski ma być, biały i ukoronowany koniecznie koroną szlachecką! Bez niej pewnie nie byłby szlachetny na tyle, aby na tarczy szlachcica za godło robić. Dziwny on w ogóle trochę taki... pierścień biedny z alpaki pewnie a nie złoty na ogonie trzyma, bez przepaski na skrzydłach, zabiedzony taki. Za to dumny pewnie, głowę unosząc nad bulę, że Pan Adam lata, długie lata. Piękne głownie mieczy w znak victorii zestawione, zamiast nart... tną orlęciu skrzydła i szpony. No cóż, jest to pewnie jakaś figura retoryczna bo chyba nie heraldyczna. Jest i pozytyw: kolor tarczy czerwony waleczność i odwagę Pana Adama podkreśla. No i hełm jest piękny, żabi pysk... tylko co znaczy to pod koroną? Pewnie jakiś novorysz to jest! Herb w „Nova Heraldia” został odnotowany, w księgach herbowych umieszczony i co ważne: opłacony przez fundatorów, czyli urzędowy jest! Tylko czemu „nova” a nie „nowa” i czemu „heraldia” a nie „heroldia”? Podpowiem: miano „heroldia” wskazywałoby na instytucję zajmującą się przede wszystkim dbaniem o poprawność heraldyczną herbów, nadawaniem tytułów, herbów, etc... Dawniej to heroldowie przecież byli, a nie heraldowie. Widocznie jaka nazwa takie i herby. Może ja się czepiam a może to ukryty wpływ UE na rodzimą heraldykę.
Z Novą Heraldią współpracuje m. in. Pan Andrzej Brzezina Winiarski, autor herbu Małysz - heroldyk chyba. Nie ma on pojęcia o prawidłowym (czyt. heraldycznym) wyglądzie herbów. Pan Andrzej, sam herbu Trąby, został wylansowany i awansowany przez notabli przemyskich do roli wielkiego heraldyka, artysty plastyka i wieszcza miasta Przemyśla. Na trąbach odtrąbiono przekazanie do Archiwum Państwowego w Przemyślu jego słynny cykl herbów na płótnie pacykowanych farbą olejną, z koronami ze złota uzyskanego z bazarowych pierścionków. Czyżby złoto płatkowe było mniej dostojne, a może nieznane było wielkiemu artyście. A może nie byłoby takiego szumu medialnego, całej tej otoczki, wzruszenia, skojarzeń rocznicowych, rodzinnych i kasy z ratusza? Nie jest to także jedyna kolekcja herbów w Polsce przedstawiona w autentycznych barwach, jak napisał Pan Norbert Ziętal w gazecie Nowiny. Są to raczej wyglądające na niedokończone, źle namalowane i bezbarwne herby. Gratuluję niewiedzy przy pisaniu tekstu na temat herbów. A cała „kolekcja”, te 152 herby szlacheckie to kicz i żenada. Bez tych powtarzanych na okrągło i wszędzie, gdzie tylko się da pierdoł o jej powstawaniu, to tylko nic nie warte płótna. Artystyczne dno w otoczce labrów bez kolorów i bełkotu nie znających się na temacie ludzi. Czy zabrakło wiedzy, farb, czy umiejętności malarskich na dokończenie herbów? Tego nie dowiemy się od autora. Bez labrów było by o wiele lepiej i heraldycznie. Niestety herby musiały być umieszczone na płótnach 33x44 cm bo to też jakiś symbol, kojarzone liczby, a kompozycja to rzecz drugoplanowa. Potwierdzeniem ignorancji jest wydana książka pt. "Herby szlachty Rzeczypospolitej" (2006) autorstwa Pana Andrzeja Brzeziny Winiarskiego. Jest to niewątpliwie bestseller błędów, głównie w kolorystyce wizerunków herbów, przykład znanego bałaganiarstwa heraldycznego. Niestety nie wszyscy znający się na rzeczy mają wpływ na to, co warte jest pokazania, utrwalania i popierania. Większość o tym decydujących to ignoranci z grupy powiązań towarzyskich lub biznesowych, dla których labry to są liście, w dowolnym kolorze. "Sukcesy" Pana Andrzeja Brzeziny Winiarskiego nie mają zatem nic wspólnego ze sztuką malowania herbów i heraldyką jako taką, czego przykładem jest prezentowany „herb Małysz”.
PS. Obaj Panowie popadli w jakąś nieuzasadnioną dumę: pierwszy przestał skakać na podium; drugi myśląc o swej wielkości popełniać będzie kolejne nieherby... niestety!
"heraldyk z pracowni"
(artykuł znaleziony w Internecie - dop. własny administratora) Autora tekstu prosimy o kontakt.
pozdrawiam Tomasz Steifer, PTH, IAAH, PWH